Narodziny mężczyzny

“Gazeta Świecka” O świeckich, przez świeckich, dla świeckich

Narodziny mężczyzny

Narodziny mężczyzny

PDFDrukujEmail

Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Narodziny mężczyzny to wielka tajemnica. Po narodzinach córeczki musiałem na nie czekać jeszcze cztery i pół roku... I w końcu stało się - narodził mi się syn. Ale czy faktycznie z narodzinami mężczyzny jest to tak oczywiste, że wystarczy już samo urodzenie, aby być mężczyzną?

Pewne jest jedno. Rodzi się nowy człowiek, osobnik płci męskiej. Świadczy o tym jego wygląd, ale także wewnętrzna budowa, gdyż każda komórka ma w genach jedną szczególną parę, która jednoznacznie i definitywnie określa naszą płeć. I to nie jest tak, jak próbują nam wmówić "postępowe" ruchy, że płeć możemy zmienić, wybrać, czy też wychować dziecko na obojniaka (podobno w Szwecji są osoby, które próbuje się tak wychować). Płeć jest w nas mocno wpisana, gdyż właśnie tak stworzył nas Bóg, stworzył jako "mężczyznę i niewiastę" (por. Rdz 1,27). Wpisał w nas różnicę, równocześnie powodując, że jedynie w kobiecie mężczyzna znajduje dopełnienie swojej osoby (por. Rdz 2,23).

Dochodzimy więc do przekonania, że różnice między nami nie są przekleństwem, lecz błogosławieństwem. Jednak współczesny człowiek wydaje się być mocno skołowany, tak że zamiast cieszyć się błogosławieństwem tego faktu, doszukuje się w tym fakcie problemów. I myślę, że przyczyna w dużej mierze leży w nas - mężczyznach, albo raczej w nas - osobnikach płci męskiej. Często bowiem rodząc się jako mężczyźni, nigdy nie dorastamy do bycia mężczyzną.

Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniem: "Płeć męska to kwestia urodzenia. Bycie mężczyzną to kwestia wyboru" (Ben Kinchlov). I myślę, że coś w tym jest. Bo bycie mężczyzną to branie odpowiedzialności, to podejmowanie działania, to walka o rodzinę, o żonę, o dzieci. To bycie przywódcą, ale nie takim, jakich obserwujemy w polityce, to bycie takim przywódcą, jakim był Jezus, który "nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu" (Mk 10,45).

Nasze przywództwo wymaga tego, by opierało się na autorytecie. Autorytet jednak nie bierze się z niczego (por. J 19,11). Podobnie jak mąż jest głową rodziny (w Ef 5,23 św. Paweł napisał - "głową żony"), tak "głową każdego mężczyzny jest Chrystus (...) a głową Chrystusa Bóg" (1Kor 11,3). Tak więc w hierarchii autorytetów to Bóg jest źródłem wszelkiego autorytetu. Jednak często odcinamy się od tego grubą kreską twierdząc, że sami jesteśmy dla siebie autorytetem. To właśnie rodzi konflikty, ból, brak ufności.

Ciekawym jest dla mnie fakt, że w Izraelu chłopcy wchodzili w dorosłość już w wieku 12 lat. Od wtedy zaczynała się ich podmiotowość wobec prawa, obowiązki religijne, ale także podejmowanie odpowiedzialnych zadań. Również w Polsce w poprzednich wiekach przejście z dziecięctwa w dorosłość odbywało się płynnie. Dziś jednak kultura wykształciła nowy stan przejściowy, zwany "nastolatek". Jest to stan, w którym dziecko już dzieckiem nie jest, ale też nie jest dorosłe. Nie powierza się mu odpowiedzialnych zadań, mało wymaga. A w jaki sposób dziecko ma się nauczyć odpowiedzialności, jak nie właśnie poprzez praktyczne dorastanie do jej podejmowania?

Dodatkowo coraz bardziej przyjmuje się w wychowaniu model "bezstresowy", który uczy właśnie tego, by dziecku oszczędzać sytuacji trudnych, co w praktyce często prowadzi do przejęcia przez dziecko kontroli nad rodzicami. Dzięki temu wyrastają "pępki świata", które nie umieją liczyć się z innymi.

Normalną rzeczą w wojsku jest to, że dowódcą staje się żołnierz. I to taki żołnierz, który sprawdził się w swojej roli. A żołnierz to ktoś, kto podlega rozkazom. To kluczowa umiejętność, dzięki której armia posiada zdolność bojową. Hierarchia władzy i autorytetu w wojsku jest dla nas oczywista. Jednak aby być dobrym dowódcą jednostki, żołnierz musi być uległy własnym dowódcom. Dobrze rozumiał to rzymski setnik, który w rozmowie z Jezusem powiedział: "Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" ?- a idzie; drugiemu: "Chodź tu!" - a przychodzi; a słudze: "Zrób to!" - a robi" (Mt 8,9). Postawa jego zadziwiła Jezusa, który powiedział: "Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary" (Mt 8,10).

Istotą narodzin mężczyzny jest nauczenie się uległości wobec Jezusa, stanie się Jego uczniem, nawiązanie z Nim relacji. Inaczej nigdy nie zdobędziemy autorytetu, który jest zakorzeniony w Bożym autorytecie. Bycie mężczyzną to po prostu bycie jak Jezus. A to nie bierze się z powietrza. Dlatego kluczowe jest to, by na różnych etapach naszego męskiego wzrostu nauczyć się posłuszeństwa (wczesne dzieciństwo), poznać i rozkochać się z Jezusie poprzez Jego Słowo, wzrastać we wrażliwości i posłuszeństwie Bożemu Słowu i prowadzeniu, aktywne podjęcie Bożych wyzwań dla naszego życia, wejście i wytrwanie w Bożym powołaniu dla naszego życia.

A Boży plan, w który wpisane jest nasze męstwo, jest planem najlepszym dla nas. I tylko w Bogu możemy osiągnąć maksimum naszego spełnienia jako mężczyźni. Tylko w Nim możemy żyć w obfitości (por. J 10,10) i być prawdziwie szczęśliwi. Czego z serca wszystkim czytelnikom życzę.

Andrzej Lewek

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz (Mozesz używać HTML'a):