Męska wolność. Życiowe i duchowe rozważania o wolności

“Gazeta Świecka” O świeckich, przez świeckich, dla świeckich

Męska wolność. Życiowe i duchowe rozważania o wolności

Męska wolność. Życiowe i duchowe rozważania o wolności

PDFDrukujEmail

Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

 

Czy wolność to nieskrępowana możliwość panowania nad swoim losem? Kiedy i w jakich sytuacjach współczesny mężczyzna odczuwa wolność? Czy czuje się panem swojego życia, czy też zdaje sobie sprawę, że wolność dostaje od Boga z chwilą urodzenia, a w określonych sytuacjach nieraz otrzymuje ponowną szansę na wolność? Czy Bóg mówi do nas przez zdarzenia?


Ocalony, czyli wolny - Bóg daje kolejną szansę?

Wdrapuje się na kolejną górę, rower -- maszyna, która bez człowieka nie wjedzie na pagórek -- ciężko pokonuje każdy metr. Niby asfalt na drodze, ale i tak ciężko, problemem jest tu stromy podjazd. Wspaniała górska okolica, a ja nie mogę nawet na chwile się zatrzymać... już blisko! Ciężko, z nogi na nogę spinam się... w końcu jestem!

Nareszcie osiągam upragniony szczyt, mogę przestać pedałować, rower sam może gnać w dół, zachwycam się widokiem gór i przyrody, ale ten zachwyt powoduje, że zapominam o kontroli nad rowerem... Zjeżdżam w dół nie zauważając, że nabieram prędkości! Czuję się wolnym, ale czy jestem wolny?

Nagle zauważam znaki ostrzegawcze... jest już jednak za późno: zakręt po zjeździe z góry ma 90 stopni, na rogu stodoła i grusza zasłaniająca drogę i... betonowe koryto strumienia. Jezus... Hamuję, a przynajmniej próbuję... Przelatuję przez kierownicę, na szczęście podwijam głowę i ląduję na plecach (już wiem, po co Bóg posłał mnie na trening sportów walki). Leżę... myślę: czy ja żyję? Otwieram oczy - tak, żyję, uff... udało mi się.

Z oddali dobiega mnie głos: "Panie żyjesz Pan?!", starszy góral pomaga mi się podnieść, mówiąc: "Wyskoczyłeś Pan jak z procy...". Ja czuję w tej chwili wolność, nic mi nie jest. Góral zaczyna opowiadać, jak się wystraszył widząc wypadek, bo "już czterech rowerzystów miało tu kraksę, niestety dwóch się zabiło... o to betonowe koryto". Kiedy to słyszę, przechodzą mnie ciarki - jeszcze nie ochłonąłem, a tu taka wiadomość... Mogłem nie przeżyć, uderzyć głową i po mnie...

Poczułem wolność - Bóg mi ją dał, dał mi kolejną szansę, jakby powiedział gracz komputerowy - kolejne życie. Czterech przecież zginęło, a dlaczego nie ja? Przecież zlekceważyłem niebezpieczeństwo dając się porwać chwili "wolności"...

Ryzyko jako wolność, czyli wolny jak ptak?

Wyskoczyłem z kabiny na wysokości 60 metrów, rozpostarłem ręce niczym ptak chcący, by powietrze porwało go przed siebie... poczułem wolność! Widziałem tylko wierzchołki gór, sekundę potem zacząłem gwałtownie opadać... siatkówka oka nie nadążała przekazywać obrazu do mózgu... spadałem, nie mogłem nic zrobić...

Odbiłem się tuż przed lustrem wody i zacząłem podskakiwać w górę i w dół, aż w końcu zawisnąłem bezwładnie ponad czubkami drzew... Lina się nie urwała i mogłem do czasu "wylądowania" na ziemi oglądać panoramę okolicy... Jakże inaczej poczuć wolność niż powierzając się w ręce Boga?

Poczułem się wolny, chociaż moje życie nie było w moich rękach, zawsze mogło coś się wydarzyć nie tak - lina mogła się przerwać, mogłem źle się wybić z koszyka, uderzyć o drzewo albo o kamień w rzece. Wszystko zależało od Pana Boga, ale podjąłem to ryzyko, bo Bóg tak ukształtował mężczyznę, że dzięki ryzyku, wyzwaniom, przygodzie czuje się wolny. Tak - ja wtedy poczułem wolność!

Wolność jako wyzwanie, trud i przygoda?

Do schroniska, mimo stromego, zaśnieżonego podejścia, dotarliśmy bez problemów. Pogoda zrobiła się pochmurna, wiatr zaczął nas nękać, a zimno odstraszało od dalszej wyprawy. Do wejścia na szczyt zdecydowała się tylko nasza dwójka.

Mijamy ośnieżony las, zaczynają się pierwsze przeszkody, a śnieg sięga już po uda. Z każdym metrem idzie się wolniej, zapadamy się w zaspy i nie można znaleźć punktu podparcia. Jest coraz zimniej, wdrapujemy się na przełęcz, szlak staje się bardzo uciążliwy, śnieg już po pas prawie uniemożliwia wchodzenie w górę, a dodatkowo nie pomaga mroźny wiatr i wciąż padający śnieg.

Pokonanie każdego metra sprawia trudność. Zaczyna się zamieć śnieżna -- widoczność na kilka metrów. Chwila namysłu, co będzie u góry - czy nie czas zawrócić, bo do zmroku możemy nie zdążyć. Szybka decyzja: mimo niesprzyjających warunków idziemy dalej, ale cały trud wyprawy, niedogodności, przeszkody, zimno ofiarujemy w intencji zmarłego Darka, który jako chory i niepełnosprawny całe życie pokonywał trudności, dla niego każdy dzień był wspinaczką.

Metr po metrze. Im wyżej, tym zimniej, śnieg zmienia się w grad, a wiatr wieje coraz silniej. Wychodzimy w strefę gdzie śniegu już mniej, bo wiatr jest tak silny, że nie pozwala mu osiadać. Tutaj zamarza wszystko. Pozostaje nam nucić: "Alleluja, zawierucha nie ugasi mego ducha". Idąc po skalnej części góry cieszymy się, że śniegu już nie jest po pas, ale grad bije nas niemiłosiernie po twarzy i oczach.

Już wiemy, że sprzętowo nie przygotowaliśmy się właściwie na tę wyprawę, ponieważ sam wierzchołek góry tworzy kopuła zbudowana z dużych nagich bloków skalnych i nie ma gdzie się schować. Musimy znosić chłoszczenie wiatru. Uważamy, by się nie stracić z oczu ? widoczność jest ograniczona dosłownie do kilku metrów, bardzo utrudnia nam to dotarcie do szczytu. Nareszcie... szczyt ? góra zdobyta! Tutaj to dopiero wieje, a gradu jakby przybywało. Schowani za skalny mur modlimy się w intencji duszy Darka: "Wieczny odpoczynek...".

Zadaję sobie pytanie, czy zdobycie szczytu dało nam więcej wolności, czy tylko poczuliśmy satysfakcję z przygody i niebezpieczeństwa, z kolejnej stoczonej bitwy?

Po zejściu z kopuły góry jest bezpieczniej. Las, gonitwa z czasem i zimnem, bo jesteśmy przemoczeni. W końcu wychodzimy z lasu i stajemy na drodze. Radość i emocje. Zmęczeni, szczęśliwi, wolni... Tak, to tutaj czujemy wolność, jesteśmy wolni. Bóg widocznie chce, byśmy zdobywali szczyty, przeżywali przygody i staczali bitwy, ale czasami wolność najlepiej czuje się po bitwie... tam, gdzie jest już bezpiecznie.

Duch...

Mężczyźni często szukają wolności w tym, co odkrywa ich prawdziwą naturę: w ryzyku, niebezpieczeństwie, przygodzie... Tym obdarzył ich Bóg. Posługuje się On ekstremalnymi, czasami dramatycznymi czy wręcz bolesnymi wydarzeniami, by dać mężczyźnie szanse na duchowe przebudzenie. Takie dramatyczne wydarzenia są często jedynym sygnałem docierającym do mężczyzny, i wzywają nawet tych najtwardszych, by w swoim życiu coś zmienili, by żyli prawdziwiej...

"Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz: Umocnię moje spojrzenie na tobie" (Ps 32,8).

Czasami ta wolność dana od Boga będzie objawiała się dalszym życiem, ratunkiem z wypadku, podaną na skarpie ręką... Ale jest też wolność w nas, którą dostrzec można w hospicjach i szpitalach, w ludziach cierpiących i chorych, którzy pomimo swojej sytuacji są bardziej mężni niż my - zdrowi i silni.

Bóg nawet po dramatycznych doświadczeniach życia pozostawia nam możliwość wyboru, czyli wolność. Od nas ostatecznie zależy, czy pójdziemy w kierunku, jaki On wskazuje czy będziemy naprawdę wolni...

"Wolności nie można tylko posiadać, nie można jej zużywać. Trzeba ją stale zdobywać i tworzyć przez prawdę" ( Jan Paweł II Wielki).


Piotr Bryła

 

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz (Mozesz używać HTML'a):