Bądź sobą także w pracy!
Bądź sobą także w pracy!
Autor: Andrzej Lewek
Oddzielamy pracę od rodziny, oddzielamy ją od naszej wiary i przekonań, oddzielamy od Boga. Tworzymy drugi świat, w którym budujemy nasze "alter ego", drugą tożsamość. Powoli więc stajemy się schizofrenikami, którzy mają kilka światów, kilka rzeczywistości, kilka tożsamości. Tracimy swoją spójność, wyrazistość. Oddzielamy to, co świeckie od tego, co święte. A przecież praca, rodzina, codzienność - mają nas stawiać w Bożej obecności.

Praca odwiecznym powołaniem człowieka
Czy można napisać coś dobrego o tym, co zabiera nam największą i najlepszą część naszego życia? Praca przecież pozbawia nas codziennie przynajmniej 8 godzin dnia - czasu, w którym mamy najwięcej sił i energii. Doliczając dojazd praca zajmuje nam najczęściej (szczególnie zimą) prawie że cały dzień. Gdy więc wracamy do domu, do naszych bliskich - nie mamy sił, padamy ze zmęczenia. A tu czekają na nas stęsknione żony i dzieci, które przecież chcą z nami spędzić trochę czasu, chcą porozmawiać, pobawić się, pocieszyć nami. A gdzie czas na pomoc w domu, wyreperowanie popsutego kranu, lampy, o umyciu samochodu nie wspominając?
I trudno się takiemu stanowi rzeczy dziwić. Przecież Bóg nam taki trud zapowiedział: "...w trudzie będziesz zdobywał (...) pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia" (Rdz 3,17). Trud pracy jest więc wpisany w naszą ziemską rzeczywistość. Jest on jak przekleństwo, które ciąży nad nami i z którego nie jesteśmy w stanie się wyzwolić. Czy jednak o to Bogu chodziło? Czy praca i jej trud to konsekwencja grzechu?
Czytając Księgę Rodzaju widzimy już od pierwszych kart, jak Bóg przedstawia się nam poprzez wykonywaną pracę: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię (...) Wtedy Bóg rzekł (...) I nazwał Bóg (...) Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił (...) Bóg uczynił (...) I umieścił je (...) Tak stworzył Bóg (...) A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął" (Rdz 1,1-2,2). Widzimy, jak Bóg wkłada swoje siły w pracę nad stworzeniem. Tak, Bóg pracuje i się trudzi! Trud więc jest wpisany w wykonywanie pracy!
Wydaje nam się też, że pierwotny stan szczęścia był od trudu pracy wolny. Jednak gdy spojrzymy głębiej, zobaczymy, że "Pan Bóg wziął człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał" (Rdz 2,15) oraz "Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę istota żywa" (Rdz 2,19). Widzimy więc, że Bóg stawia człowieka przed pracą i jej trudem jeszcze przed upadkiem. Mimo, że na pewno miał on inny charakter i nie wiązał się on z walką o przetrwanie, zdobycie pożywienia, zapewnienie bytu...
A jednak bądź sobą...
Praca jest częścią Bożego pomysłu na nasze życie. To powołanie, zadanie, wobec którego nas stawia. Ale jak traktować jako powołanie zwykłą pracę, która najczęściej (jak sądzimy) nie ma nic wspólnego z budowaniem Królestwa Bożego? Oddzielamy więc pracę od rodziny, oddzielamy ją od naszej wiary i przekonań, oddzielamy od Boga. Tworzymy drugi świat, w którym budujemy nasze "alter ego", drugą tożsamość. Powoli więc stajemy się schizofrenikami, którzy mają kilka światów, kilka rzeczywistości, kilka tożsamości. Tracimy swoją spójność, wyrazistość. Oddzielamy to, co świeckie od tego, co święte. A przecież praca, rodzina, codzienność - mają nas stawiać w Bożej obecności.
Gdy dwa lata temu podjąłem pierwszą próbę zorganizowania w miejscu pracy warsztatów dla ojców, nie spotkało się to ze zbyt dobrym przyjęciem szefów. A nawet zaprzyjaźniony ksiądz poradził mi szczerze, by oddzielić miejsce pracy od przestrzeni ewangelizacyjnej. Jednak Bóg może działać również w miejscu pracy. Ba, nawet szczególnie błogosławi nam w tym miejscu. To przecież tam postawił nas w równej pozycji z innymi, którym możemy dać świadectwo.
I jeśli nie damy się owładnąć owej schizofrenii i pozostaniemy spójni i wierni Bogu - On może nas używać i będzie to robił. Jeśli będziemy uczciwi i szczerzy - On zbuduje naszą pozycję i da nam być dla innych przykładem. Być może przyprowadzi innych, którzy przyjdą do nas ze swoimi problemami. I nie chodzi tu o to, by być "nawiedzonym ewangelizatorem". Nie możemy z butami wchodzić w czyjeś życie. Ale Bóg może przygotować i czas, i miejsce. Nasza rola to odczytać znaki i odpowiednio zareagować - pozostając wiernymi w rzeczach małych. Wpływać na świat, który nas otacza, na ludzi, którzy są wokół.
Wspomniane warsztaty odbyły się rok później w dwóch turach, bo chętnych było zbyt dużo jak na jedną turę! Firma zorganizowała konkurs na projekty w przestrzeni socjalnej, i w ramach tego konkursu pomysł warsztatów zyskał uznanie. Jak widać - dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. My jednak musimy pozostać Mu wierni. Czego Wam wszystkim szczerze życzę.
Andrzej Lewek
| « < | > » |
|---|




